— Z zazdrości



— Z zazdrości tak syczy! — krzyknął Gienka i schował się za Smirnowa ratując się przed Tanią, która wyciągnęła rękę do jego twardej, rudawej czupryny wysuwającej się pod czapki. — Jeśli będziesz napadać na mnie, pędraku, to ci nie powtórzę pozdrowień od ojca — pogroziła mu. — Widziałaś go? — spytał nieufnie Gienka. — Jak się miewa? — Żyje i jest zdrowy, kazał cię ucałować. — A jakże! Bardzo mi to potrzebne. — Gienka prze-ie schował się za półkę. — Chłopiec ma rację, Mikołaju — przyznała Tania. — li jestem, bo zawiść mnie pożera. Tyle wojowałam Crubskim i Sidorenką i nagle zostałam na boku! Mam pewien pomysł. Musimy porozmawiać poważnie. Tylko nie Szukam Beridzego, ale jest nieuchwytny. - Idź na Adun, gdzie przeprowadzają drogę. Spotkasz ?o lam na pewno — poradził Gienka. Tania zeszła na lód. Adun w tym miejscu okrążał miasto potężnym łukiem. Wzdłuż szarej powierzchni rzeki ciągnęła li; daleko czarna, ruchliwa wstęga. Słychać było potężne