Zgrzyty i...
Zgrzyty i szczękanie: setki ludzi na rzece kruszyło łomami lodowe zwały. Posunąwszy się naprzód o jakieś dwa kilometry robotnicy pozostawili za sobą wśród zwałów szeroką i równą, nawet zamiecioną drogę.
Mimo zmęczenia Tania z przyjemnością przeszła się po lodzie. Magistrala, którą prowadzono przez rzekę ku odcinkom, była uwieńczeniem tych licznych przygotowań, które Tania dostrzegła w zarządzie.
Ale Beridzego nigdzie nie było. Skończyła się równa droga; Tania z trudem przepychała się między ludźmi rąbiącymi drągami i kilofami lodowe zwały. Błękitnawe odłamki lodu leciały na wszystkie strony połyskując w słońcu.
W pobliżu pełzł samotnie traktor. Terkotał ogłuszająco, napierał na góry lodu umocowanym z przodu ogromnym pługiem metalowym, zatrzymywał się i znów parł naprzód. Zwały trzaskały u podstawy z nieznośnym hukiem, od którego Tanie zaczęły ćmić zęby. Nigdy jeszcze nie widziała traktora w takiej roli. „Ryzykanci, nie bali się puścić takiego kolosa na lód."